Tomasz Strząbała: „Nadszedł czas się usamodzielnić”

Po spotkaniu Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych pomiędzy kieleckimi Vive Targami, a Sankt Petersburgiem HC – o swej pracy, spostrzeżeniach i planach opowiadał nam drugi trener „żółto-biało-niebieskich” – Tomasz Strząbała. Zapraszamy do lektury!

– W przeszłości z powodzeniem prowadził Pan drugi zespół Vive oraz juniorów. Właśnie z nimi odniósł Pan w 2004 roku Mistrzostwo Polski. Teraz z sukcesami tworzy Pan, wraz z Bogdanem Wentą, duet trenerski w pierwszej ekipie…

Tomasz Strząbała: – Zgadza się. Przechodziłem przez wszystkie szczeble trenerskie, zaczynając od młodzieży, z którą byłem związany głównie w Kielcach. Oprócz wspomnianego mistrzostwa Polski w kilku latach grając tą ekipą mieliśmy w I lidze spore szanse na awans do ekstraklasy. Niestety cel ten uniemożliwił nam fakt braku tendencji, by dwa kluby z jednego miasta grały w tych samych rozgrywkach. Wracając do drugiej części pytania: od pięciu lat wspólnie z Bogdanem Wentą – wielkim autorytetem dla zawodników i mną młodym szkoleniowcem, który sporo się przez te lata od niego nauczył prowadzimy pierwszą ekipę. Zawdzięczam mu dużą cierpliwość, ale i możliwość na samym początku współpracy na samodzielne przygotowanie zespołu do ligi w okresie przygotowawczym. Udało nam się wtedy zdobyć mistrzostwo, więc myślę, że pracę wykonałem niezłą.

– Po takiej dawce zdobywania trenerskiego fachu, czuje Pan wewnętrznie, że jest gotowy objąć samodzielnie zespół Superligi, a może i reprezentacji?

TS: – Żeby objąć reprezentację trzeba mieć duże doświadczenie jako trener mocnego zespołu ligowego, który się obija na arenie międzynarodowej – gra wysoko w pucharach. Ważny jest też sztab szkoleniowy, który jest bardzo pomocny dla trenera. Uważam, że na to jest jeszcze sporo czasu, natomiast jeśli chodzi o objęcie jakiegoś zespołu z Superligi uważam, że czas nadszedł i na pewno w tym kierunku ruszę.

– Niedawno zakończył się hiszpański mundial. To co dla widza wydaje się efektowne, czasami okupywane jest kontuzjami. Tak też było w przypadku Kielczan, którzy do ostatnich meczów podchodzą w nieco zdziesiątkowanym składzie…

TS: – Jest to niezwykle ciężka sytuacja dla trenerów, ale i dla całego zespołu. Zawodnicy tworzący do tej pory trzon zespołu i na których opieraliśmy nasz system grania niestety występować nie mogą. Nie ma co się oszukiwać, że do 1/16 Ligi Mistrzów żaden z nich nie wróci.

– Odbiegając od tego feralnego tematu należy szukać jednak pozytywów, bo kielecki zespół jest jak do tej pory rewelacją Ligi Mistrzów. Trudno motywuje się zespół po tak dobrych występach w elitarnych rozgrywkach?

TS: – Myślę, że nie. Od pięciu lat bierzemy udział w tych rozgrywkach i nawet wtedy, gdy nie udało nam się zdobyć mistrzostwa Polski, potrafiliśmy ugrać „dziką kartę” – grając w Kielcach naprawdę dobry turniej z bardzo mocnymi zespołami. Pokazało to, że potrafimy grać z takimi rywalami i mamy ogromny potencjał. Od tego czasu planowo budowany jest zespół i wzmacniane są te pozycje, które są słabsze. To mądry ruch w kierunku trzymania europejskiego poziomu.

– Czy zespół ma zamiar pojawić się w Kolonii na początku czerwca tego roku?

TS: – Marzeniem każdej drużyny jest pojawienie się w Final Four Ligi Mistrzów. Myślę, że każdy ma to na uwadze i będzie do tego dążył – my również. Nasza droga jest długa, ale nie tak kręta, by nie móc osiągnąć tego celu.

– W tym tygodniu dowiedzieliśmy się o decyzji odejścia do dużo słabszej ekipy Marcusa Cleverly’ego, który chce tym samym powrócić do pierwotnej dyspozycji sprzed kontuzji. To dobry ruch z jego strony?

TS: – Największym marzeniem Marcusa był udział w Igrzyskach Olimpijskich i dzięki jemu i jego wielkiemu zaangażowaniu i pracy – bo często potrafił zostać po treningu i indywidualnie trenować – a także wsparciu, jakie tu otrzymał to te marzenie się spełniło. Trzeba jednak przyznać, że od początku, kiedy się tu znalazł borykał się z problemami związanymi z kręgosłupem i nogą. Obciążenia treningowe, jakie u nas panują są olbrzymie i mogłyby negatywnie wpłynąć na jego zdrowie, toteż uważam że ruch ten jest jak najbardziej przydatny dla samego zawodnika.

Rozmawiał: Igor Piwowarski

foto: Piotr Piwowarski

źródło: „reczna.info.pl”