Tłuczyński: Stać nas na wiele!

Późnym piątkowym popołudniem reprezentacja Polski szczypiornistów meczem z Niemcami zainauguruje mistrzostwa świata w Katarze. Z podopiecznymi Dagura Sigurðssona biało-czerwoni mierzyli się dwukrotnie w zeszłym roku w kwalifikacjach o wyjazd nad Zatokę Perską. Dwukrotnie z resztą wygrali (25:24 i 29:28 przyp. red.). O tym, co sądzi o okolicznościach gry zespołu naszych zachodnich sąsiadów w Katarze porozmawiamy, inaugurując swój autorski program „Time-out” z Tomaszem Tłuczyńskim.

reczna.info.pl: Gdzieś w kuluarach określa się naszą reprezentację mianem „czarnego konia” katarskich mistrzostw Globu. Zauważa Pan analogię, pomiędzy zespołem Michaela Bieglera a tym, sprzed 8 lat prowadzonym przez Bogdana Wentę, który wówczas z Niemiec przywiózł srebrny medal?

Tomasz Tłuczyński: Bardzo cieszę się na nadchodzące mistrzostwa i życzę im najlepszego wyniku, czyli powrotu ze złotem, którego myśmy 8 lat temu niestety nie przywieźli. Dla mnie czas gry w reprezentacji, a zwłaszcza moje pierwsze MŚ pod przewodnictwem Bogdana Wenty i Daniela Waszkiewicza, były szczególnym czasem, który wspominam z łezką w oku. Trudno przewidzieć ostateczny wynik. Stać nas na wiele! – polski duch walki w chłopakach drzemał i drzemie nadal, więc spodziewajmy się sukcesu oraz takiej walki jaka była na MŚ w Niemczech 2007 roku.

– Pytam o to tym bardziej, że przed dwoma laty, oceniając pierwsze dziewięć miesięcy pracy z kadrą niemieckiego selekcjonera nieco krytycznie podszedł Pan do jego ówczesnych działań twierdząc w jednym z wywiadów, że – cytuję – Mieliśmy fajne lata, ale nasz czas chyba już minął. Nie widziałem w naszej grze wielkich zmian, które zapowiadał trener. Teraz można je zauważyć?

Tomasz Tłuczyński: Osoba trenera Bogdana Wenty była wyjątkowa. Umiał dobrać nas i stworzyć świetną grupę, która obudziła Polskę! Naród gromadził się przed telewizorami i nam kibicował. Mecze oglądali nawet Ci, których ten sport nigdy nie interesował. O piłce ręcznej w końcu zaczęto mówić! Czas minął dla wielu z nas, w reprezentacji nie ma już mnie (mam rozegranych 126 meczów, 503 bramki), Marcina Lijewskiego , Grzegorza Tkaczyka, Mariusza Jurasika, czy twardziela Artura Siódmiaka. Prace trenera ocenia się niestety po wynikach, a te będziemy mieć za kilka tygodni.

– Gra Polaków w Christmas Cup napawała optymizmem. Sporo świeżości i aktywności na boisko wnosił prawoskrzydłowy Patryk Kuchczyński, który będąc jednym z pewniaków na wyjazd do Kataru nie znalazł jednak uznania w oczach Bieglera. W ostatnim sprawdzianie w Oviedo kadrze już bez Chińczyka nie szło tak dobrze. Nie chcąc snuć daleko idących wniosków, to dobry ruch ze strony naszego sztabu szkoleniowego?

Tomasz Tłuczyński: Każdy trener ma swoją filozofię i dokonuje wyboru. Patryk to świetny zawodnik i skłamałbym, gdybym powiedział, że nie zaskoczyła mnie ta decyzja. Uważam, że brakuje go w tym składzie, tym bardziej, że jest w formie. Jest jednym z niewielu graczy, który ma urozmaicony repertuar rzutów z siedmiu metrów. To pewny egzekutor i udowodnił to na Christmas Cup. Mam nadzieje, że zobaczymy go jeszcze kiedyś w składzie reprezentacji.

– Z Niemcami w ubiegłym roku mierzyliśmy się dwukrotnie w kwalifikacjach o wyjazd nad Zatokę Perską. W obydwu spotkaniach okazaliśmy się lepsi od podopiecznych Dagura Sigurðssona (25:24 i 29:28 przyp. red.). Jak rozumieć okoliczności, w jakich nasi zachodni sąsiedzi otrzymali bilety do Kataru?

Tomasz Tłuczyński: Dwumecz pokazał wyrównany poziom obydwu zespołów. To decyzja, która nie podlega dyskusji. Została podjęta przez Międzynarodowy Związek Piłki Ręcznej (IHF), który miejmy nadzieję jest obiektywny. Być może kiedyś i Polsce zostanie dana zielona karta.

– Wykorzystując sytuację, że piłkę ręczną w niemieckim wydaniu zna Pan praktycznie od podszewki, wielokrotnie grając w Bundeslidze w barwach TuS Nettelstedt-Lübbecke, jak oceniać szansę naszej reprezentacji na korzystny rezultat w pierwszym meczu? To będzie inny mecz, niż te sprzed niespełna roku…

Tomasz Tłuczyński: Obydwa zespoły prezentują podobny poziom. Oglądając Niemców w ich ostatnich dwóch meczach, można zauważyć pozytywne zmiany. Oceniam jednak nasze szanse na 60:40, ponieważ ostatnie pojedynki wygrał nasz zespół. Psychicznie jesteśmy podbudowani! Niemcy zrobią jednak wszystko, aby wygrać z Polską. Nie warto ich lekceważyć, gdyż jest to godny przeciwnik.

– W środowisku szczypiorniaka od dawien dawna panuje przekonanie, że najważniejszy jest pierwszy mecz na dużym turnieju. Osiągając sukces już na starcie jest łatwiej. Przynajmniej z psychologicznego punktu widzenia. Ale odwołując się do ewentualnego czarnego scenariusza, w którym Niemcy spełnią warunek „do trzech razy sztuka” i zainkasują dwa punkty można będzie powiedzieć o pewnej komplikacji w naszej grupie?

Tomasz Tłuczyński: Pierwszy mecz, wejście w turniej dodaje psychicznej pewności! Byłoby super gdyby nasz zespół wszedł zwycięsko w turniej. Wierze w nasz zespół i mam nadzieje, że wszystko ułoży się pomyślnie.

– W naszej dotychczasowej rozmowie poruszamy kwestie związane z Niemcami, ale to nie oni są faworytem polskiej grupy. Na to miano zasłużyła kadra od lat budowana przez Ulrika Wilbeka. Trudno się jednak dziwić, skoro Dania pojawia się co roku w strefie medalowej mistrzostw czy to świata, czy Europy. Mówi się także o sporym postępie Rosjan.

Tomasz Tłuczyński: Zdecydowanie Dania ma świetne notowania na ostatnich imprezach sportowych. Ale zobaczymy jak wpłynie zmiana trenera na ich grę. Niemcy, Polska, Dania to moim zdaniem drużyny, które będą liderami tej grupy. Wszystkie zespoły dysponują dobrymi graczami. Po pierwszych partiach sytuacja się wyklaruje – będzie można powiedzieć więcej.

– Zmieniając temat nie sposób nie pominąć nurtującej mnie kwestii. Co się działo w ostatnim okresie z Tomaszem Tłuczyńskim? O gwieździe polskiego zespołu, którą pamiętam i utożsamiam z rolą pewniaka przy wykonywaniu rzutów karnych nagle w polskich mediach ucichło…

Tomasz Tłuczyński: Otrzymałem szansę na rozwój i ciekawą pracę. Od półtora roku pracuje w firmie spedycyjnej, gdzie spełniam się zawodowo i zbieram nowe doświadczenie. Po nagle zakończonej karierze przewartościowałem wiele spraw, piłka ręczna zawsze będzie mi bliska. Od kilku miesięcy trenuje zespół młodych, co sprawia mi satysfakcję oraz wciąż jeszcze gram i co najlepsze jestem egzekutorem rzutów karnych (śmiech)

– Gdzieś w Pańskiej głowie rodzi się myśl, by w niedalekim czasie wrócić do ojczyzny? Widziałby się Pan w roli związanej z polskim szczypiorniakiem?

Tomasz Tłuczyński: Z racji tego, że granice zostały zniesione, uważam się za obywatela Europy. Tam gdzie jest moja praca, tam buduje swój dom. Na dzień dzisiejszy mieszkam w Niemczech, a co będzie za kilka lat, czas pokaże.

Rozmawiał: Igor Piwowarski
Foto: ZPRP

źródło: „reczna.info.pl”

Dołącz do nas na Facebooku