Rozmowa z Patrycją Kulwińską

Patrycja Kulwińska, zawodniczka Vistal Łaczpol Gdynia i rezprezentantka Polski w piłce ręcznej kobiet

– Przed Tobą i drużyną Vistalu trudny ligowy sezon. Ponownie musicie udowodnić wyższość, broniąc tytułu mistrzyń…

Patrycja Kulwińska: – Jesteśmy świadome tego, że teraz, gdy nosimy tytuł mistrzyń Polski każda drużyna będzie podwójnie mocno walczyła o zwycięstwo nad nami i każdy mecz będzie bardzo trudny. Wiemy też, że nadchodzący sezon będzie bardzo ciężki i wymagający tym bardziej, że nasz skład personalny uległ dużej zmianie.

– No właśnie z klubem niedawno pożegnały się m.in.: Karolina Siódmiak, Karolina Szwed, Sabina Kobzar i Patrycja Mikszto. Te roszady skomplikują utrzymanie dyspozycji sprzed roku?

PK: – Były to bardzo wartościowe zawodniczki, ale jak wiadomo nie ma ludzi niezastąpionych, tylko… trzeba je kimś zastąpić! Do tej pory prócz bramkarki Beaty Kowalczyk i młodej rozgrywającej Aleksandry Zych nikt naszego klubu nie wzmocnił i nikt tych straconych zawodniczek nie zastąpił…

– Nastąpiła również zmiana na stanowisku trenerskim. Duńczyka Thomasa Orneborga zastąpi duet Andrzej Niewrzawa – Adrian Struzik. Nowa koncepcja szkoleniowa wniesie świeżość w ten zespół?

PK: – Nie mam pojęcia. Pożyjemy zobaczymy…. Szkoda, że trener Orneborg zdecydował się wrócić do domu, bo jego metody szkoleniowe, jak wszyscy widzieliśmy, były skuteczne i przyniosły pożądany efekt w postaci mistrzostwa.

– Masz jakieś osobiste plany, cele na zbliżający się sezon?

PK: – Jak zawsze będę robiła wszystko co w mojej mocy, aby pomóc drużynie w zwyciężaniu w każdym kolejnym meczu, a poza tym jednym z najważniejszych celów na przyszły sezon, to utrzymanie się w drużynie narodowej, z którą mam nadzieję, uda nam się awansować do mistrzostw świata.

– Niedawno wróciłaś jednak z Akademickich Mistrzostw Świata. Jak wrażenia?

PK: – Szczerze? Średnie… Wiem, że nie byłyśmy tam w celach turystycznych, ale będąc w tak odległym zakątku świata, chce się uszczknąć tej egzotyki jak najwięcej. Całe szczęście, że pod względem sportowym było całkiem przyzwoicie i udało nam się przywieźć z tej imprezy brązowy medal.

– Oczekiwania były większe?

PK: – Pod względem pozasportowym owszem, a pod względem sportowym to praktycznie do momentu przyjazdu do Brazylii nie wiedziałyśmy ile będzie drużyn i z jakich krajów, więc oczekiwań nie było żadnych. Chciałyśmy po prostu zagrać jak najlepiej i z każdego meczu wyciągnąć jakieś wnioski, które zaprocentują w przyszłości.

– Wnioski odnoszące się do żeńskiej kadry narodowej?

PK: – Też. Każdy trening, sparing czy ligowy mecz jest po to, żeby wynosić z niego wnioski na przyszłość, aby stając się coraz lepszym zawodnikiem swoją osobą powodować, że cała drużyna będzie coraz lepsza. Jak powszechnie wiadomo każda drużyna jest tak mocna, jak mocny jest jej najsłabszy zawodnik, więc moim obowiązkiem jest ciągłe podnoszenie swoich umiejętności dla dobra całej drużyny.

– Ile czasu potrzeba więc, by podopieczne Kima Rassmusena odnosiły spektakularne zwycięstwa, jak za dawnych lat?

PK: – W zależności od zaangażowania zawodników. Jeśli chęć pracy będzie duża, to czasu będzie potrzeba mniej, jeśli nie będziemy jednak do końca świadomym zespołem i nie będziemy do końca wiedziały jak pracować, to będzie potrzeba więcej czasu…

Rozmawiał: Igor Piwowarski

foto: ZPRP

źródło: „reczna.info.pl”