ME: „Jesteśmy w jakimś dołku”

Reprezentacja Polski szczypiornistek zanotowała drugą porażkę w rozgrywanych w Chorwacji i na Węgrzech mistrzostwach Europy. We wtorek podopieczne Kima Rasmussena uległy współgospodyniom, Węgierkom 23:29 (7:14). Jesteśmy w jakimś dołku – podsumowała po meczu kapitan zespołu, Karolina Kudłacz.

Chcąc pozostać w grze biało-czerwone w czwartek muszą dosłownie wyrwać 2 punkty Rosjankom, które w drugim spotkaniu grupy A uległy Hiszpankom – 24:25 (14:13).

Polki dość obiecująco rozpoczęły spotkanie przeciwko Madziarkom. Po skutecznym wykorzystaniu rzutu karnego w piątej minucie spotkania Karolina Kudłacz wyprowadziła nasz zespół na prowadzenie 3:2. Optymizm ten swoją granicę miał w chwili, gdy do głosu doszły Węgierki. Ogromna determinacja i umiejętne rozprowadzanie piłki w ataku pozycyjnym a także aktywna i wysoko funkcjonująca obrona zmusiła biało-czerwone do przestoju, który kosztował nas stratę pięciu pod rząd trafień na korzyść gospodyń – 3:7 (14′).

Błędy w ofensywie, tracenie piłek w polu, brak pomysłu na grę zmusiły trenera Kima Rasmussena do wzięcia czasu na żądanie. Niestety na niewiele się to zdało. W momencie, gdy na ławce kar przebywała Krisztina Triscsuk, trener Andres Nemeth wycofał bramkarkę, co zrównoważyło okres gry w osłabieniu. Podopieczne Kima Rasmussena nie mogły znaleźć recepty na skuteczne wykończenie ataków pozycyjnych. Rzuty wykonywały z nieprzygotowanych pozycji najczęściej, gdy zmuszone były sygnalizacją gry pasywnej przez czeskich sędziów.

W 20. minucie nasze rywalki prowadziły już różnicą sześciu trafień 11:5 i konsekwentnie dominowały. Przez ostatnie fragmenty tej części gry nasze zawodniczki zdobyły zaledwie dwie bramki, które przy sześciu zdobytych przez gospodynie dały im wysoki do przerwy rezultat 14:7.

Początek drugiej partii to dwa szybkie ataki Karoliny Siódmiak i Iwony Niedźwiedź zakończone celnymi trafieniami, które dały impuls do odrabiania strat. Kiedy wydawało się, że polskie szczypiornistki w końcu złapały wiatr w żagle, do głosu ponownie doszły rywalki. Nasze zawodniczki popełniały zbyt dużo błędów technicznych umożliwiających grę w drugie tempo rywalkom.

W 39. minucie spotkania po celnych rzutach Szabiny Mayer i Bernadett Bognar-Bodi podopieczne Andrasa Nemetha zbudowały dziesięciobramkową przewagę 20:10. Dalszy okres gry w wykonaniu naszych zawodniczek pozwolił na odrobienie kliku bramek, a to za sprawą wprowadzenia na parkiet kilku rezerwowych zawodniczek węgierskiego zespołu. Byłoby na pewno jeszcze lepiej, gdyby nie przestój w grze.

W 53 minucie wróciła wiara w zwycięstwo. Karolina Kudłacz doprowadziła do stanu 20:25 i dreszcz emocji smutnych polskich kibiców spowodował szaleńczy doping. Powróciła szybka, ale niedokładna gra, szarpana w atakach pozycyjnych. Na trzy minuty przed końcem spotkania Polki zmniejszyły rozmiary porażki do czterech bramek, ale niestety to było wszystko na co było stać tego wieczoru nasze reprezentantki. Madziarki nie odpuszczały, kończąc mecz wynikiem 29:23 na swoją korzyść.

Węgry – Polska 29:23 (14:7)

Polska: Gapska, Prudzienica – Stachowska (1), Niedźwiedź (3), Siódmiak (3), Gęga (1), Kocela (1), Grzyb , Kudłacz (7), Janiszewska, Pielesz (1), Zych, Drabik (1), Zalewska (2), Wojtas (2), Kulwińska (1).

Węgry: Herr, Biro, Kiss – Triscsuk (4), Szucsanszki (3), Kovacsics (4), Bulath, Klivinyi, Pappne-Szamoransky (1), Bognar-Bodi (1), Mayer (6), Planeta (2), Meszaros, Erdosi (2), Kovacsicz, Tomori (6).

Igor Piwowarski
foto: ZPRP

źródło: „reczna.info.pl”

Dołącz do nas na Facebooku