ME 2014: Wielki krok w stronę półfinału!

Cóż za niesamowitych emocji dostarczyli nam reprezentanci Polski wtorkowego wieczoru. Po sześćdziesięciu minutach batalii o jak najlepszy rezultat, pokonaliśmy faworyzowanych Szwedów 35:25 (15:12) i zrobiliśmy wielki krok w kierunku półfinału mistrzostw Starego Kontynentu!

Nieprzewidywalna drużyna – tak w skrócie można określić możliwości kadry prowadzonej przez Niemca, Michaela Bieglera. „Biało-czerwoni” początku spotkania z pewnością jednak nie zaliczą do udanych. Spore problemy z powstrzymaniem, występującego na lewym rozegraniu Kima Ekdahla Du Rietza skutkowały trzema z rzędu bramkami jego autorstwa – 0:3 (3’). Impuls do natychmiastowej poprawy sytuacji dał już minutę później niezawodny w takich sytuacjach Krzysztof Lijewski, natomiast wciąż nasze zdobywanie bramek było kroplą w morzu oczekiwań. Po kwadransie gry wynik na 10:6 na swoją korzyść ustalił Johan Jakobsson, ale kto nie zna polskich szczypiornistów i ich waleczności, temu potwierdzają słowa wstępu i sytuacja, która zaczęła klarować się na około dziesięć minut przed przerwą. Najpierw po raz kolejny swoim rzutem rozpoczął Krzysztof Lijewski9:11 (20’), by już dwie minuty później w akcji z kontry wyrównał młody Jakub Łucak11:11!

Co ciekawsze zawodnicy „Trzech Koron” ostatnią bramkę w tej części gry zdobyli w okresie sześciu ostatnich minut tej połowy. Swoimi możliwościami pochwalił się wówczas Jonas Larholm, ustalając rezultat – 12:11 na korzyść swojej ekipy. Szwedzi mieli wtedy ogromne problemy ze sforsowaniem naszej formacji obronnej oraz stojącego między słupkami, Piotra Wyszomirskiego. Nasza ofensywa zdecydowała się zaś na poprawienie swojej sytuacji i tak po trzech, kolejnych trafieniach Łucaka i jednym Lijewskiego mogliśmy z psychicznym komfortem schodzić na przerwę.

Tuż po niej rozentuzjazmowani swoją dogodną – jak do tej pory – pozycją na tle przeciwnika nasi rodacy byli „głodni” kolejnych skutecznych natarć, bo jak inaczej określić pierwsze trzynaście minut drugiej odsłony, w której Polacy zdobyli 9 bramek, tracąc zaledwie dwie! W tym okresie czasowym wychodziło wszystko, a przede wszystkim należy wziąć pod uwagę naszą wysoką skuteczność poczynań ofensywnych – która była jedną ze składowych dzisiejszego triumfu. Drugą jej częścią była fenomenalna gra Piotra Wyszomirskiego (MVP meczu). Młodemu warszawiakowi pomagała jednak także agresywnie i wysoko funkcjonująca obrona, która również dołożyła swoją cegiełkę do zwycięstwa w tym spotkaniu. Kolejne bramki były tylko kwestią czasu. Gdy na osiem minut przed końcową syreną Michał Szyba zaliczył trafienie na 30:17, pogrążające jeszcze znaczniej Szwedów – już nie dało się wykreować w głowach lepszego scenariusza na to spotkanie.

Nawet trzy bramki z rzędu Jespera Nielsena i Jonasa Kallmana nie były w stanie wybić z rytmu „biało-czerwonych”, którzy natychmiast odpowiedzieli kolejnymi trzema i ostatecznie pogromiliśmy Skandynawów dziesięcioma bramkami – 35:25!

Biorąc pod uwagę pewną dygresję, wiążącą się z rokiem 2006 – w którym to kadra – pod przewodnictwem Bogdana Wenty przypieczętowała w Olsztynie awans do finałów MŚ w Niemczech po dwukrotnym wyeliminowaniu właśnie utytułowanej Szwecji i od tamtej pory zaczęły się znaczące sukcesy kadry, wszyscy nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby historia i tym razem zatoczyła koło.

Polska – Szwecja 35:25 (15:12)

Polska: Szmal, Wyszomirski – Jaszka (3), Lijewski (6), Kuchczyński (3), Bielecki (3), Wiśniewski (3), Jurecki (2), Jurecki (1), Jurkiewicz (3), Syprzak (3), Łucak (5), Krajewski (1), Szyba (2), Chrapkowski, Grabarczyk.

Szwecja: Andersson, Sjostrand – Persson (1), Kallman (3), Jernemyr, Karlsson (1), Larholm (3), Jakobsson (4), Fahlgren, Petersen (3), Ekdahl Du Rietz (6), Zachrisson (1), Nilsson (2), Nielsen (1), Karlsson, Ekberg.

Igor Piwowarski
foto: ZPRP

źródło: „reczna.info.pl”