Kulwińska: „Wygrać środowe spotkanie!”

Podstawowym założeniem reprezentacji Polski, prowadzonej przez charyzmatycznego Duńczyka – Kima Rasmussena było miejsce w gronie szesnastu najlepszych drużyn serbskich mistrzostw globu. „Biało-czerwone” zrobiły jednak dwa kroki dalej i tak, pokonując Rumunię znalazły się w walce o półfinał tej imprezy! O opinię poprosiliśmy Patrycję Kulwińską – strzelczynię sześciu bramek w tej konfrontacji…

ręczna.info.pl: W meczu, którego stawką był awans do ćwierćfinału serbskiego mundialu – a więc w 1/8 finału z Rumunią wielu mogło spisywać Was na straty. Wy natomiast potrafiłyście pokazać swoje cechy wolicjonalne, w kapitalnym stylu odprawiając z kwitkiem zespół z Bałkanów…

Patrycja Kulwińska: Jak widać po końcowym rezultacie – pomimo braku doświadczenia i ogrania na dużych imprezach z naszej strony, potrafiłyśmy wytrzymać psychicznie ten mecz i pokonać niezwykle silną drużynę Rumunii, będącą faworytkami nie tylko w tym spotkaniu, ale i w całym turnieju.

Chyba zgodzisz się ze stwierdzeniem, że pierwsza połowa nie należała jednak do najbardziej udanych w waszym wykonaniu – przez ekspertów nazwana nawet najgorszym okresem gry podczas tych mistrzostw. Czego wówczas brakowało?

PK: Prawdę powiedziawszy niewiele pamiętam z tego meczu. Starałam się skupić tylko i wyłącznie na każdej następującej akcji. Faktycznie po pierwszej odsłonie i straconych siedemnastu bramkach nie mogłyśmy być zadowolone ze swoich poczynań. Wydaje mi się, że w tym czasie duży problem miałyśmy w złapaniu naszego odpowiedniego rytmu w defensywie, co było efektem naszej frustracji. Nie wyglądało to dlatego tak, jakbyśmy sobie tego życzyły.

Punktem kulminacyjnym była natomiast druga odsłona, a szczególnie okres między 50 a 58 minutą spotkania w czasie którego zdobyłyście sześć trafień nie tracąc ani jednego…

PK: To z kolei był właśnie ten okres gry, w którym wszystko układało się idealnie po naszej myśli. Dziewczyny wykonały nietuzinkową pracę w obronie, pomogła Gosia Gapska w bramce. W ataku wszystko rozgrywało się w idealnym tempie a i przy tym wszystkim miałyśmy jeszcze trochę szczęścia, które również jest nieodzowne przy zwycięstwach.

Rywalem w kolejnej fazie rywalizacji będzie reprezentacja „Trójkolorowych”. Jak oceniasz tego rywala na waszym tle?

PK: Szczerze mówiąc nie miałam możliwości gry przeciwko nim. Jutro rozpoczynamy analizę tej drużyny, więc będziemy wiedziały o nich na pewno wiele więcej. Mam nadzieję, że wystarczająco, aby się im przeciwstawić i wygrać środowe spotkanie!

Tymczasem macie dwa dni „spokoju” od meczów. To czas na regenerację sił, treningi oraz wspomnianą przez Ciebie taktykę pod kątem Francuzek. Dotychczas terminarz nam sprzyja…

PK: Tak. Dwa dni po takim maratonie, to zbawienie dla naszych nóg i głów. Dzięki tej przerwie jestem pewna, że będziemy w stanie walczyć z Francją na sto procent naszych możliwości. A co się będzie działo po ostatnim gwizdku…? (śmiech).

Rozmawiał Igor Piwowarski

foto: ZPRP

źródło: „reczna.info.pl”