Christmas Cup: Polacy postawili kropkę nad „i”!

Szczypiorniści reprezentacji Polski zwycięstwem nad Węgrami – 33:19 (17:8) – w ostatnim meczu świątecznego Christmas Cup przypieczętowali pierwsze miejsce rozgrywanego w katowickim Spodku turnieju. Podopieczni Michaela Bieglera pewni pierwszej lokaty byli już po drugim dniu zmagań, dzięki korzystnemu bilansowi poniedziałkowych spotkań, a zwycięstwo nad Madziarami było jedynie postawieniem przysłowiowej kropki nad „i”!

Początek spotkania, mimo pierwszej udanej interwencji w bramce Piotra Wyszomirskiego z większym animuszem rozpoczęli goście, których dwie szybko przeprowadzone akcje doprowadziły do korzystnego dla nich stanu – 2:0. Dłużący się okres bez bramki po polskiej stronie przełamał w trzeciej minucie rzutem z siódmego metra Michał Daszek. Prawoskrzydłowy płockiej Orlen Wisły mógł niemal w pojedynkę doprowadzić do objęcia przez Polskę pierwszego prowadzenia, ale skuteczny rzut ze skrzydła poprzedził spudłowany karny z piątej minuty.

Czego nie zrobił Daszek, zrobili podopieczni Istvana Juhasza, ponownie odskakując na dystans dwóch bramek – 2:4 – w ósmej minucie meczu. Taki przebieg skłonił polski sztab szkoleniowy do położenia zielonego kartonika na stół, sygnalizującego chęć wykorzystania czasu dla drużyny.

Drogę do objęcia prowadzenia i podtrzymywania serii rzutowej zapoczątkował kilka minut później Przemysław Krajewski. I faktycznie, już po upłynięciu kwadransa tablica wyników, po rzucie Bartosza Jureckiego wskazywała na wynik 8:4 i choć chwilę wcześniej na ławkę kar w polskim zespole powędrował Andrzej Rojewski, obyło się bez większych konsekwencji.

Polacy kontrolowali przebieg spotkania, starając się nie dopuścić rywala do klarownych sytuacji rzutowych. Nawet jeśli takowe się zdarzały, na posterunku pojawiał się wspomniany Wyszomirski. Bramkarz Picku Szeged mimo udanych interwencji nie zaliczy tego meczu do udanych. Wsparty lekarzem i fizjoterapeutą kulejąc opuścił parkiet. Gdyby sprawdziły się najgorsze scenariusze polski bramkarz byłby trzecim zawodnikiem, po Bartłomieju Jaszce oraz Krzysztofie Lijewskim, którego wyjazd nad Zatokę Perską jest wielką niewiadomą.

Kolejne akcje biało-czerwonych w ataku przynosiły zamierzone efekty. Z aprobatą spotkał się rzut z dystansu Kamila Syprzaka, z podziwem bramka z kontry Michała Jureckiego oraz godny pochwały precyzyjny rzut z okolic dziesiątego metra Andrzeja Rojewskiego, który ustalił wynik do przerwy – 17:8!

Pierwsze dziesięć minut drugiej odsłony było potwierdzeniem dominacji podopiecznych Michaela Bieglera. O dziwo wszystkie wywalczone w tym okresie gry rzuty karne potrafiliśmy zamienić na bramki, a w rolę skutecznego egzekutora wcielił się Wojciech Gumiński. Polacy nie przebierali w środkach, czym dominowali w grze nieporadne rezerwy Węgrów. W 41. minucie konto bramkowe biało-czerwonych stanowiło już dwukrotność zdobyczy bramkowej podopiecznych Juhasza24:12.

Choć częstotliwość rzucania bramek w polskim zespole nieco zmalała z biegiem kolejnych minut spora zasługa w podtrzymywaniu wysokiego wyniku leżała po stronie formacji defensywnej oraz niezawodnego Marcina Wicharego, który skutecznie zniechęcał rywali do kolejnych prób zminimalizowania strat. Te udały się rywalom dopiero na przestrzeni dwóch ostatnich minut, a syrena zatrzymała licznik rzutów węgierskiego zespołu na dziewiętnastu trafieniach.

Polska – Węgry 33:19 (17:8)

Polska: Wichary, Wyszomirski – Niewrzawa, Rojewski (3), Wiśniewski, B. Jurecki (1), M. Jurecki (4), Grabarczyk, Jurkiewicz (3), Syprzak (3), Daszek (4), Krajewski (2), Masłowski (1), Przybylski (1), Gumiński (10), Krzysztofik (1), Orzechowski, Szyba. Kary: 8 min.

Węgry: Pallag, Hejreczki – Nemeth, Velky, Gebhardt (3), Morva (1), Simon (1), Borsos (2), Orszagh (2), Bali (4), Marczinko (2), Olah, Debreczeni (1), Pordan (3), Lele, Koller. Kary: 6 min.

Igor Piwowarski
foto: ZPRP

źródło: „reczna.info.pl”

Dołącz do nas na Facebooku