Christmas Cup: Polacy pewni wygranej!

Reprezentacja Polski szczypiornistów wysoko pokonała Czechy 29:22 (13:10) w drugim występie świątecznego Christmas Cup. Dzięki niespodziewanej wygranej Słowaków nad Węgrami – 27:26 (13:13) – w drugiej serii poniedziałkowych spotkań podopieczni Michaela Bieglera są już pewni pierwszego miejsca turnieju rozgrywanego w katowickim Spodku, czyli jednej z aren ME 2016.

Zgodnie z planowanymi roszadami w składzie sztab szkoleniowy biało-czerwonych desygnował do gry Michała Jureckiego, Przemysława Krajewskiego oraz Rafała Przybylskiego w miejsce Pawła Niewrzawy, Andrzeja Rojewskiego oraz Piotra Chrapkowskiego, czyli pionu rozegrania naszej reprezentacji w meczu przeciwko Słowakom. Dodatkowo w protokole meczowym za Marcina Wicharego pojawił się Piotr Wyszomirski.

Wynik spotkania po upływie trzech minut rzutem z biodra otworzył wspomniany Michał Jurecki, który w obliczu niedoleczonej kontuzji Bartka Jaszki testowany jest na środku rozegrania. Mimo, iż mecz miał charakter towarzyski nie sposób było oderwać wzroku od aktywnie, niekiedy agresywnie wręcz działających formacji defensywnych. Po linii dozwolonych przepisowo zagrań balansował Jakub Szymanski. Czeski defensor za brutalny faul na Krzyśku Lijewskim już w szóstej minucie spotkania musiał opuścić parkiet, zobaczywszy czerwony kartonik w ręku sędziego.

W kolejnych fragmentach meczu dała o sobie znać znana z wcześniejszych spotkań słabość Polaków – rzuty karne. Pozycje z siedmiu metrów egzekwowali kolejno Michał Daszek, Bartosz Jurecki oraz Karol Bielecki. Niemoc z tego fragmentu przełamał pewnym rzutem dopiero prawoskrzydłowy Patryk Kuchczyński.

Mimo chwilowej fali niepowodzeń w szeregach biało-czerwonych wiodącą rolę po raz kolejny odegrał młodszy z braci Jureckich. Popularny „Dzidziuś” znów wyprowadził polski zespół na przewagę – 6:5. Poprawa gry w defensywie i przemyślane rozwiązania w ataku pozycyjnym pozwoliły powiększać przewagę i tak, w przeciągu kilku kolejnych minut Polacy dołożyli cztery trafienia, powiększając przewagę do pięciu trafień – 10:5.

Drugą odsłonę od trzech trefień rozpoczęli goście z południa, redukując trzybramkowy dystans dzielący od Polaków – 13:10 – do remisu 13:13. Na pierwszego gola z akcji, poprzedzonego kolejnym trafieniem z karnego Kuchczyńskiego kibice zgromadzeni w katowickim Spodku musieli czekać pięć minut. Wówczas skutecznym rzutem ze skrzydła popisał się Przemysław Krajewski. Polacy, choć starali się utrzymywać przewagę nad podopiecznymi Jana Filipa grali wolno. Można by domniemywać, że piętno na grę w ówczesnym fragmencie spotkania naszej reprezentacji odcisnęły trudy zgrupowania w Pruszkowie.

O ile Polacy mozolnie wybrnęli z sytuacji, o tyle Czesi, którzy na Śląsk nie zabrali bezsprzecznie największej gwiazdy tamtejszej kadry oraz parkietów Bundesligi, Filipa Jichy nie byli w stanie zbliżyć się, a tym bardziej zdominować podopiecznych Michaela Bieglera. Chęć zdobywania kolejnych bramek rywalom skutecznie utrudniał Sławek Szmal, dla którego był to 250. występ z orzełkiem na piersi. Laury za rzut na pustą bramkę z około trzydziestu metrów zebrał Mariusz Jurkiewicz, a wynik rywalizacji ostatecznie zatrzymał się na siedmiu bramkach przewagi – 29:22!

Polska – Czechy 29:22 (13:10)

Polska: Szmal – Lijewski (1), Kuchczyński (6), Bielecki (2), Wiśniewski (2), B. Jurecki (3), M. Jurecki (2), Jurkiewicz (5), Syprzak (1), Grabarczyk, Daszek (2), Krajewski (2), Przybylski (1), Szyba (2). Kary: 4 min.

Czechy: Mrkva, Krupa – Becvar, Cip (1), Motl (1), Sobol, Babak (5), Linhart (5), Petrovsky (3), Skvaril, Vinkelhofer (1), Sindelar (2), Chudoba, Kasal (4), Szymanski. Kary: 8 min. Czerwona kartka: Szymański (6′).

Igor Piwowarski
foto: ZPRP

źródło: „reczna.info.pl”/ZPRP

Dołącz do nas na Facebooku